zerwać z wiszącą nade mną klątwą, która nie pozwalała mi skończyć żadnego dotąd zaczętego swetra ?
Eksperymentalny , ze starożytnej i bardzo rustykalnej mieszanki wełny, jedwabiu i lnu , pierwszy robiony od góry, właściwie bez projektu i wyliczanek, ale skończony :)
Nawet z grubsza pasuje na mnie, mimo że całkowicie rozminął się z zamysłem, który pojawił się w trakcie dziergania- miał być małym , krótkim, letnim sweterkiem do spódnicy, a po namoczeniu i wysuszeniu okazał się być długaśnym, obszernym swetrem- narzutką...
O dziwo, niespecjalna w robocie włóczka po wypraniu jest fantastyczna w dotyku , jeśli okaże się, że w noszeniu jest równie przyjemna, to może pokuszę się o sprucie swetrzyska i zrobienie takiego, jaki mi się marzył :) Na razie zostaje taki, jaki jest.
Na jego przykładzie widzę, ile się jeszcze muszę nauczyć, ale też , że wszystko jest dla ludzi i może swetry też będę umiała robić ? Długa i wyboista droga przede mną , ale pierwszy krok zrobiony :)
W ogródku zakwitły lilie, niesamowite są z tym swoim bezwstydnym przepychem , nie mają też sobie równych , jeśli wziąć pod uwagę trwałość kwiatów.
Wciąż jeszcze kwitną liliowce, słoneczniczki szorstkie, róże .
A ze zdobycznymi porzeczkami i jagodami powstało to:
Jagodzianki piekłam pierwszy raz i sprzyjało mi szczęście debiutanta (zazwyczaj pierwszy raz robione ciasta wychodzą mi znakomicie, potem bywa różnie...) i z całym przekonaniem polecam ten przepis. Są rewelacyjne ! Dałam trochę więcej jagód do środka, oprócz łyżki mąki ziemniaczanej do nadzienia dołożyłam łyżkę tartej bułki, a bułeczki przed pieczeniem posmarowałam mlekiem. Pychotki !
Chyba jednak tego swetra nie będę przerabiać na mniejszy...
wtorek, 15 lipca 2014
sobota, 5 lipca 2014
Nie taki róż różowy...
jakby się wydawało :)
Wzięła mnie chętka, żeby dla mającej się niedługo pojawić córeczki chrześnicy K. zrobić malutkie butki. Znalazłam wzór Saartje, dotarłam do tłumaczenia u Pimpooshki (tak jak ona zrezygnowałam z dwóch pasków i zrobiłam 1), z pudeł z włóczkami wyciągnęłam motek pudrowej różowości i zabrałam się do roboty.
Wnioski mam takie- robótka super przyjemna, ale ponieważ alergicznie nie znoszę szycia dzianiny (a i nie umiem tego zrobić ładnie), następne spróbuję zrobić metodą skarpetkową na okrągło.
A co do tytułu- myślałam, że wełenka jest różowa, dopóki nie zaczęłam biegać po pasmanteriach w poszukiwaniu guziczków, o dziwo, okazało się, że to jakiś bardzo nietypowy odcień i znalazłam pasujący dopiero w ostatniej , trzeciej pasmanterii w moim mieście .
Dobrze, że nie kupowałam przez internet, bo pewnie miałabym teraz stertę do niczego nie pasujących różowych guzików :)
A takie cuda można znaleźć na nadodrzańskich wałach - jutro muszę wybrać się po nowy bukiet, bo ten zebrałam w ubiegłą niedzielę , więc najwyższa pora na nowy :)
Wzięła mnie chętka, żeby dla mającej się niedługo pojawić córeczki chrześnicy K. zrobić malutkie butki. Znalazłam wzór Saartje, dotarłam do tłumaczenia u Pimpooshki (tak jak ona zrezygnowałam z dwóch pasków i zrobiłam 1), z pudeł z włóczkami wyciągnęłam motek pudrowej różowości i zabrałam się do roboty.
Wnioski mam takie- robótka super przyjemna, ale ponieważ alergicznie nie znoszę szycia dzianiny (a i nie umiem tego zrobić ładnie), następne spróbuję zrobić metodą skarpetkową na okrągło.
A co do tytułu- myślałam, że wełenka jest różowa, dopóki nie zaczęłam biegać po pasmanteriach w poszukiwaniu guziczków, o dziwo, okazało się, że to jakiś bardzo nietypowy odcień i znalazłam pasujący dopiero w ostatniej , trzeciej pasmanterii w moim mieście .
Dobrze, że nie kupowałam przez internet, bo pewnie miałabym teraz stertę do niczego nie pasujących różowych guzików :)
A takie cuda można znaleźć na nadodrzańskich wałach - jutro muszę wybrać się po nowy bukiet, bo ten zebrałam w ubiegłą niedzielę , więc najwyższa pora na nowy :)
niedziela, 29 czerwca 2014
Ależ grzebałam się z tym szalem, kolejnym
wykonanym wzorem Sweet Pea Stole z cieniutkiej Merino Lace Austermanna.
Dwa wcześniej wydziergane z tej włóczki szale (klik) (klik) powstawały bez problemów, przy tym zaś ogarnął mnie taki niechciej i kryzys , że - zrobiony w ponad 3/4- przeleżał od świąt wielkanocnych (na które planowałam go zrobić !).
Wreszcie zabrałam się za skończenie, w połowie trzeciego motka stwierdziłam, że chyba już wystarczy, zakończyłam robótkę, zblokowałam i tak sobie myślę, że jednak mogłam wyrobić go do końca ... Nic to, będzie jaki jest, bo na prucie i przedłużanie takiej pajęczynki się nie piszę :)
Włóczka jest tak delikatna, że mogłoby się to skończyć spektakularną katastrofą.
Mimo że wzór tego szala robi się przyjemnie, to jeszcze dwa zakupione kiedyś w przypływie szaleństwa kolory tej wełenki chyba długo ie wskoczą na moje druty...
Mam ochotę na jakieś mniejsze robótki, przy których na efekt nie trzeba czekać dłubiąc blisko 1000 metrów :)
Zdjęcia dość marne, bo rozpadało się po południu i mało światła było, ale dobre i takie "ku pamięci" :
A w deszczowym ogródku pora firletek,funkii,słoneczniczków szorstkich, lilii, lawendy, tawułek, gailardii, malw, tojeści ... I poziomkowe szaleństwo, nie nadążam w tym roku za nimi :)
Dwa wcześniej wydziergane z tej włóczki szale (klik) (klik) powstawały bez problemów, przy tym zaś ogarnął mnie taki niechciej i kryzys , że - zrobiony w ponad 3/4- przeleżał od świąt wielkanocnych (na które planowałam go zrobić !).
Wreszcie zabrałam się za skończenie, w połowie trzeciego motka stwierdziłam, że chyba już wystarczy, zakończyłam robótkę, zblokowałam i tak sobie myślę, że jednak mogłam wyrobić go do końca ... Nic to, będzie jaki jest, bo na prucie i przedłużanie takiej pajęczynki się nie piszę :)
Włóczka jest tak delikatna, że mogłoby się to skończyć spektakularną katastrofą.
Mimo że wzór tego szala robi się przyjemnie, to jeszcze dwa zakupione kiedyś w przypływie szaleństwa kolory tej wełenki chyba długo ie wskoczą na moje druty...
Mam ochotę na jakieś mniejsze robótki, przy których na efekt nie trzeba czekać dłubiąc blisko 1000 metrów :)
Zdjęcia dość marne, bo rozpadało się po południu i mało światła było, ale dobre i takie "ku pamięci" :
A w deszczowym ogródku pora firletek,funkii,słoneczniczków szorstkich, lilii, lawendy, tawułek, gailardii, malw, tojeści ... I poziomkowe szaleństwo, nie nadążam w tym roku za nimi :)
niedziela, 22 czerwca 2014
Do końca nie byłam pewna,
czy zdążę zrobić tę letnią wersję summita na prezent dla koleżanki. Letnia nie tylko ze względu na kolor, ale i włóczkę , z której powstał- fantastyczną gatunkowo, lejącą i błyszczącą jak jedwab, stuprocentową bawełnę.
Miałam jej 10 motków, szukałam wzoru dla siebie na letni sweterek, ale ponieważ wybierałam się na urodziny przyjaciółki wersja "sweterek dla mnie" przegrała z "szal dla przyjaciółki".
Powstał w cztery wieczory, z czterech motków, na drutach czwórkach :)
Zblokowany jeszcze przed zakończeniem, bo nie byłam pewna, czy wystarczy na długość, obfotografowany tuż przed wyjazdem i spakowany jeszcze lekko wilgotny- najważniejsze jednak, że obdarowanej spodobał się i wyjątkowo podkreśla jej urodę .
Miałam jej 10 motków, szukałam wzoru dla siebie na letni sweterek, ale ponieważ wybierałam się na urodziny przyjaciółki wersja "sweterek dla mnie" przegrała z "szal dla przyjaciółki".
Powstał w cztery wieczory, z czterech motków, na drutach czwórkach :)
Zblokowany jeszcze przed zakończeniem, bo nie byłam pewna, czy wystarczy na długość, obfotografowany tuż przed wyjazdem i spakowany jeszcze lekko wilgotny- najważniejsze jednak, że obdarowanej spodobał się i wyjątkowo podkreśla jej urodę .
środa, 11 czerwca 2014
Powtórzona Gail
ze zgrzebnego jedwabiu - poprzednia trafiła jako prezent dla koleżanki.
Chciałam mieć taką również dla siebie , dokupiłam dwa motki i na urlopie zabrałam się za dzierganie.
Skończyłam wreszcie i mam dość mieszane uczucia- rozpędziłam się trochę i wyrobiłam oba motki, około 600 metrów, więc chusta po wypłukaniu w wodzie ze sporą ilością octu (farbowała jak zaraza) i lekkim zblokowaniu okazała się wielgaśna- a chciałam mieć niewielką do zamotania do białej bluzki ... Z poprzedniej robótki pamiętałam, że słabo się naciągała, nie chciałam też zostawiać niewyrobionych resztek (został z metr włóczki :) , więc trochę mnie poniosło...
Poza tym tak cieniowana włóczka nie nadaje się do ażurowej robótki z konkretnym wzorem, widać tylko maziaje, a wzór ginie.
Ale mimo tych wszystkich zastrzeżeń muszę przyznać, że chusta podoba mi się , jest bardzo przyjemna w dotyku i z pewnością będzie w użyciu, może rozjaśni mi trochę często noszone czernie.
Wyjątkowo niewdzięczna jest w fotografowaniu, księżycowe kolory tak pochłaniają i odbijają światło, że prezentuje się trochę jak bura szmata, ale z kronikarskiego obowiązku i mimo wszystko zdjęcie wrzucam :)
Zdecydowanie lepiej prezentuje się ogródek- parę zdjęć wspominanej wcześniej mojej drugiej ulubionej róży i ogródkowy misz-masz. Cudnie jest, niestety dziś przypomniały sobie o moim zakątku komary i nie pozwoliły celebrować wieczornej lampki schłodzonego wina... A tak mi się marzył wieczór na tarasie, kiedy dogorywałam w piekielnie gorącym biurze (dziś miałam tam pewnie ze trzydzieści stopni, lato, psiakość)! Na szczęście za dwa miesiące przeprowadzka i wreszcie zakosztuję luksusu- latem chłodu , a zimą ciepła :)
Chciałam mieć taką również dla siebie , dokupiłam dwa motki i na urlopie zabrałam się za dzierganie.
Skończyłam wreszcie i mam dość mieszane uczucia- rozpędziłam się trochę i wyrobiłam oba motki, około 600 metrów, więc chusta po wypłukaniu w wodzie ze sporą ilością octu (farbowała jak zaraza) i lekkim zblokowaniu okazała się wielgaśna- a chciałam mieć niewielką do zamotania do białej bluzki ... Z poprzedniej robótki pamiętałam, że słabo się naciągała, nie chciałam też zostawiać niewyrobionych resztek (został z metr włóczki :) , więc trochę mnie poniosło...
Poza tym tak cieniowana włóczka nie nadaje się do ażurowej robótki z konkretnym wzorem, widać tylko maziaje, a wzór ginie.
Ale mimo tych wszystkich zastrzeżeń muszę przyznać, że chusta podoba mi się , jest bardzo przyjemna w dotyku i z pewnością będzie w użyciu, może rozjaśni mi trochę często noszone czernie.
Wyjątkowo niewdzięczna jest w fotografowaniu, księżycowe kolory tak pochłaniają i odbijają światło, że prezentuje się trochę jak bura szmata, ale z kronikarskiego obowiązku i mimo wszystko zdjęcie wrzucam :)
Zdecydowanie lepiej prezentuje się ogródek- parę zdjęć wspominanej wcześniej mojej drugiej ulubionej róży i ogródkowy misz-masz. Cudnie jest, niestety dziś przypomniały sobie o moim zakątku komary i nie pozwoliły celebrować wieczornej lampki schłodzonego wina... A tak mi się marzył wieczór na tarasie, kiedy dogorywałam w piekielnie gorącym biurze (dziś miałam tam pewnie ze trzydzieści stopni, lato, psiakość)! Na szczęście za dwa miesiące przeprowadzka i wreszcie zakosztuję luksusu- latem chłodu , a zimą ciepła :)
niedziela, 1 czerwca 2014
A tak wygląda
wydziergana w czasie urlopu serwetka- bardzo spodobał mi się ten wzór w gazetce i z efektu końcowego też jestem zadowolona . Do końca dziergania zastanawiałam się, czy wystarczy mi kordonka, miałam tylko jeden motek tej grubości, w dodatku bez etykiety i informacji o długości. I znów poszczęściło mi się, został niecały metr nitki :)
Z urlopu przywiozłam też wydzierganą w 3/4 Gail, ale ta jeszcze czeka na dokończenie, więc na razie zaprezentuję tylko serwetkę i jedną z dwóch moich ukochanych róż.
Może jak tu zapiszę, to nie zapomnę, że co roku obiecuję sobie je rozmnożyć ? Już raz jedna z nich mi przemarzła i byłam niepocieszona, na szczęście odbiła i po dwóch latach jest prawie tak piękna, jak wcześniej.
Z urlopu przywiozłam też wydzierganą w 3/4 Gail, ale ta jeszcze czeka na dokończenie, więc na razie zaprezentuję tylko serwetkę i jedną z dwóch moich ukochanych róż.
Może jak tu zapiszę, to nie zapomnę, że co roku obiecuję sobie je rozmnożyć ? Już raz jedna z nich mi przemarzła i byłam niepocieszona, na szczęście odbiła i po dwóch latach jest prawie tak piękna, jak wcześniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)