wtorek, 27 października 2015

Jakoś nie mogę

zabrać się do skończenia dawno rozpoczętej chusty, mam wątpliwości, czy użyta włóczka nada się na ozdobny border, wyszukuję więc sobie różne robótki zastępcze.
Tu kolejna skończona - wełniane skarpetki, wydziergane sposobem od palców, pokazanym kiedyś przez IK przy dzierganiu Razempetek.
Jak zwykle górną część wydziergałam ściągaczem, bo nie przepadam za luźnymi skarpetami.
Ciekawa jestem tylko, czemu jedna skarpetka jest wyraźnie ciaśniejsza od drugiej ??? Ta sama wełna, wzór, ilość oczek, druty, a nawet dziewiarka :)
Mam tej wełny jeszcze parę motków, więc powstaną następne skarpety, może z kilku da się wybrać identyczne pary ? :)

niedziela, 25 października 2015

Ufff, udało się skończyć

prezentowy zestaw na 85 urodziny mamy K.
Wydziergałam ciepły szal- narzutkę na ramiona (180 X 50 cm) na coraz chłodniejsze wieczory i beret.
Co do tego ostatniego - do ostatniego oczka i pierwszej przymiarki na własną głowę nie byłam pewna, czy nie dziergam wora na ziemniaki, bo jakoś tak mi wyglądał...
Na szczęście podejrzenia okazały się niesłuszne :)
Komplet zrobiłam oczywiście z zapasów, tym razem padło na miluśki kid mohair  (80%)z domieszką akrylu, wzór szala to kolejny raz dziergany prościutki i wdzięczny w robocie Meandering Vines Shawl by Suzanna IC , natomiast beret wypatrzyłam u Evie .
Parę motków tego błękitu jeszcze mi zostało, więc pewnie powstanie jeszcze jakiś lekki komin  na grubych drutach, ale to jak odsapnę :)
Zdjęcia robione na chybcika, po schowaniu nitek, pół godziny przed imprezą :-)




sobota, 17 października 2015

Przy okazji leniwej soboty

udało mi się wreszcie pochować nitki i zrobić zdjęcia najnowszej chusty i dorobionych do niej wczoraj mitenek.
Gdyby nie Aga- Intensywnie Kreatywna i jej wyzwanie "To do siebie nie pasuje" i Yellow Mleczyk z propozycją wspólnego dziergania mitenek  , pewnie okazyjnie nabyte motki dalej wiodłyby smętny żywot w pudle za szafą.
A tak- chwila olśnienia, trochę dziergania i mam jesienny komplet w najmodniejszym ponoć w tym roku kolorze marsala ( mój aparat jednak tego koloru nie uznaje i uparcie pokazuje go jako fiolet, uwierzcie więc na słowo :)
Tak wyglądały niepasujące do siebie grubością i fakturą nitki :
 A tak powstała z nich chusta ...

 ... i z resztek motków mitenki :

A tak prezentuje się komplet :





Bardzo jestem z niego zadowolona ! Wielkie dzięki, dziewczyny, za inspirację :)

czwartek, 15 października 2015

Kurka wodna, wciąż

nie wyrabiam na zakrętach i pierwszy z toru wypada blogasek :-)
Za to półki w piwnicy zapełnione słoikami z zawekowanym latem , w szafie dojrzewa aroniówka, pigwówka i orzechówka, w kuchni bulgoce gronowe wino, tym razem zrobione "nabogato", z samego moszczu, cebulki i hortensje posadzone prawie wszystkie (prawie, bo znów mnie skusiła wyprz w markecie i trzeba będzie kolejne tulipany i żonkile gdzieś wetknąć),lilie rozsadzone,  jabłka i gruszki suszą się na okrągło-codziennie nową porcję dorzucam.
Z nowości spiżarniowych w tym roku zrobiłam sok z aronii- rewelacja !
Radosną twórczość zakończę kiszeniem kapusty, ale z tym poczekam do weekendu (choć już dziś mnie kusiło na rynku, żeby kupić i przytargać do kuchni kolejne wory- a ledwo wczoraj skończyłam walkę z aronią).
W dodatku wraz z ochłodzeniem jakiegoś amoku kuchennego dostałam, produkuję knedle, pierogi , pieczyste- nie nadążamy zjadać, więc upycham zapasy w zamrażarce.

Na drutach istne szaleństwo- rozgrzebane kilka robótek i muszę wreszcie coś skończyć, bo zaczynam się gubić w harmonogramie :-)
Czekają więc na wykończenie : chusta , w której muszę zrobić border, ale trochę mnie zmęczyła, więc wydziergałam następną- ta z kolei leży zblokowana i czeka na pochowanie nitek i obfotografowanie; skarpetki, które zaczęłam robić z potrzeby chwili (ochłodziło się) i, kiedy doszłam do 1,5 egzemplarza wydzierganego, przypomniałam sobie, że mama K. ma lada moment urodziny , a nic dla niej nie mam. Szybciutko wybrałam prosty wzór szala, włóczkę z zapasów i zaczęłam dziergać.
Ale Yellow Mleczyk zaprosiła do wspólnego zrobienia mitenek... a przecież zostało mi trochę włóczki z chusty, co to leży zblokowana- zabrałam się więc i do mitenek.
Horrendum !
Czem prędzej muszę coś skończyć, bo pół łóżka w sypialni mam zarzucone robótkami "w trakcie".
A tu jeszcze miasto rozkopali do cna i droga do pracy mi się wydłużyła, więc po odjęciu z każdego dnia 9 godzin nie za wiele zostaje na życie, wszechświat i całą resztę, że zacytuję jednego z moich ulubionych ulubieńców.

Nie za bardzo mam czym zilustrować tego posta, bo nie mam żadnych porządnych zdjęć , więc tylko mitenki w trakcie (robione na dwóch parach drutów, ale jednocześnie z dwóch końców motka, bo nie wiem, na ile mi wystarczy włóczki, a gdyby zabrakło mi w połowie drugiej mitenki, to chyba bym apopleksji dostała) i chusta- przerywnik , ale jeszcze przed blokowaniem.

 


piątek, 25 września 2015

Powtórka "Pożyczonego",

czyli Something Borrowed  Kathy Lang.
Poprzednio pisałam, jak umordowałam się, robiąc ten szal z merino lace na metalowych drutach.
Wzór jednak na tyle mi się podobał, że kiedy okazało się, iż potrzebuję trochę cieplejszego i większego szala na specjalne okazje, wróciłam do niego.
Tym razem nie miałam odpowiedniej włóczki, więc złamałam embargo zakupowe i skorzystałam z promocji w SklepIKu : nabyłam 6 motków Drops Baby Alpaca Silk . Na większą wersję szala (99 oczek) wystarczyło 5 motków, z ostatniego może jakieś mitenki albo torebkę sobie wydziergam - zobaczy się.
Włóczka jest bardzo miła w dotyku, cudnie dziergało się nią na drewnianych drutach (użyłam rozmiaru 5).
Z koralikowych zapasów wzięłam 2 paczuszki Toho round silver-lined crystal -przezroczystych ze srebrnym wnętrzem .
Tym razem dzierganie Pożyczonego to była czysta przyjemność .
Szal jest cudny, dzięki zawartości jedwabiu i angory mam wrażenie, że jednocześnie grzeje i chłodzi :-)
Koraliki błyszczą bardzo delikatnie, więc nie wyglądam jak jarmarczna dekoracja, a jednak odświętnie.
Ma swój ciężar (około 30 dag), więc pięknie spływa z ramion.
I może nawet z graftingiem polubimy się?
Na imprezę, podczas której miał mieć swoją premierę, jednak się nie wybrałam, więc przeleżał, bidok, niezblokowany i nieobfotografowany sporo ponad tydzień (prawie tyle, co był robiony), ale wreszcie doczekał się prezentacji - zdopingowało mnie to, że za chwilę z drutów zejdzie kolejna robótka.
A wczoraj okazało się, że kolejna okazja do założenia tego szala już jest zaplanowana, więc mogę na nią czekać ze spokojem- jakby co, to mam się w co ubrać :)))



 A tu moi najwierniejsi kibice- unijne bliźniaki- zawsze na posterunku :-)
Unijne, bo urodzone w dniu naszego Uniowstąpienia, a że bliźniaki, to chyba widać ?


środa, 9 września 2015

Jesień mi nie straszna,

skończyłam drugi antydepresyjny kocyk :-)
Tym razem z elementów- babcinych kwadratów, rozmiar jednoosobowy , bo 120 x 180 cm, w sam raz, żeby się otulić. Kwadraty zszyłam, bo jakoś nie pasowało mi inne łączenie.
Niestety, mimo intensywnego korzystania z mniej lub bardziej archiwalnych zapasów włóczek, pudła wcale nie zrobiły się puste...
Złamałam się jednak i w nagrodę, że tyle w tym roku wydziergałam z zapasów, kupiłam parę moteczków i  na drutach mam troszkę cieplejszy szal.




A tutaj oba tegoroczne resztkowe pledy :


piątek, 28 sierpnia 2015

Chusta "Alpejskie łąki"-

bezpłatny wzór Alpine Meadows , pięknie wytłumaczony przez IK- Agę .
Tym razem szybciej udało mi się tę chustę wydziergać, niż zblokować i obfotografować :-)
Dziergałam nadal z zapasów, więc doczekał się zużytkowania ongiś zakupiony w niewiadomym celu motek Dropsa Lace, druty nr 3 na część gładką i 3,5 na ażur- nie miałam drewnianych 3,25, a nie chciałam ryzykować zjeżdżania oczek śliskiego lace z metalowych drutów.
Wybrałam mniejszą wersję chusty i jest ona w zupełności wystarczająca.




Kolor wg Dropsa to burgund, ale jeśli miałby się kojarzyć z winem, to raczej takim solidnie zwietrzałym ;-)
Jak najbardziej za to odpowiada kolorowi tegorocznych lubuskich łąk z wyschniętym na wiór dzikim szczawiem.