przemiłe komentarze pod poprzednim postem :)
Mało udzielam się ostatnio w sieci ( na bieżąco z Waszymi blogami jestem tylko i wyłącznie dzięki feedly) , bo trochę wessał mnie real.
Z przygotowań świątecznych to odhaczone na razie mam tylko stroiki i sporządzaną coraz dłuższą listę zakupów.
Ale za to zdążyłam jeszcze pobawić się wieczorami z turniejowym zadaniem łączenia - powstały dwie małe sukieneczki dla pewnej dziewuszki- mam nadzieję , że będą dobre, a jeśli nie, to łatwo można je dopasować (to wielka zaleta dzianin).
Pierwsza powstała z kolejnej cudownej włóczki : Noro Taiyo : 50% bawełna, 17% wełna, 17% poliamid, 16% jedwab. Grubość typowo skarpetkowa , 210 m w 50 gramach. Zużyłam tych gramów jakieś 60, reszta może kiedyś zamieni się w mały sweterek ( w połączeniu z jakąś inną włóczką).
Włóczka ma podobnie surowy wygląd, jak poprzednio używane przeze mnie Noro Silk Garden Lite- też są w niej jedwabne wyczeski , nierówna grubość , ale to bardzo podoba mi się w robótce, daje ciekawą fakturę.
W dotyku jest przyjemna, ale i tak zrobiłam sukienkę do noszenia na coś zakładanego pod spód, na okres wiosenno- jesienny.
Najbardziej zachwyca mnie farbowanie tych włóczek- cudne przejścia kolorów, piękne odcienie.
Szkoda tylko, że zdjęcia musiałam zrobić dzisiaj- na dworze szarówka i śnieg, a w domu światła tyle, co kot napłakał.
Sukienka to improwizacja wydziergana na drutach KP 3,25 , z wykończeniem szydełkowym z grubszej ciemnoróżowej bawełny. Niecały motek wystarczył nawet na szydełkowego motylka :)
Druga sukieneczka jest bardziej letnia, znów z niecałego motka błękitnej i paru metrów turkusowej bawełny powstał szydełkiem wydziergany karczek, a dół to fragment mojej bluzki :) Co ciekawe, bluzka będzie w użytkowaniu nadal, tylko trochę zmieni kształt.
Przed świętami pewnie się tu już nie zjawię, więc życzę Wam wszystkim radosnych, spokojnych Świąt Wielkanocnych :)
wtorek, 31 marca 2015
piątek, 27 marca 2015
Skończona :)
Ufff, wstydu nie będzie, udało mi się skończyć chustę dzierganą wg wzoru Tatiany :)
Chętnie znów z niego skorzystam, tylko wybiorę grubszą nitkę i zrobię więcej powtórzeń 1 części.
Ta za to jest super jako nieduży zamotek pod szyję .
Chętnie znów z niego skorzystam, tylko wybiorę grubszą nitkę i zrobię więcej powtórzeń 1 części.
Ta za to jest super jako nieduży zamotek pod szyję .
poniedziałek, 23 marca 2015
I znów latam z pustymi taczkami,
bo nie ma czasu załadować :) Blog mchy i pajęczyny porastają, pora co nieco ogarnąć go i zaległości wyprostować.
Tym bardziej, że po weekendzie ledwo się ruszam i na inną aktywność szansa mała, dopóki nie wydobrzeję po sobotnio- niedzielnym amoku.
Ale tak to już bywa, jak od ponad roku po raz pierwszy ma się wolną chatę...
No i wiadro lateksowej, zakupione jesienią :)
Dwa dni machania pędzlami (dwa połamane w ferworze walki !) i przedpokojowa rewolucja prawie zakończona, jeszcze tylko zawoskuję drzwi i umyję podłogi.
Ledwo żyję, ale cieszę się, że wreszcie przestała mnie straszyć na wejściu brzoskwiniowo- terakotowa norka.
Ciekawa jestem, jak sprawdzi się w praktyce domowej roboty farba kredowa z akrylu , sody i barwnika- malowało się fajnie, zobaczymy, jak będzie się trzymać.
Niestety, reszta chałupy nadal czeka na odgruzowanie, za to na nowiutkim (jeszcze nieukończonym, ale to działka K.) tarasie cieszą oczy bratki, z piwnicy wytargałam i ustawiłam donice z oleandrami- wiosna na całego !
W pracy też intensywnie, jak to w marcu, więc na dzierganie czasu pozostaje niewiele.
Podczas wyjazdu na urodziny do koleżanki zaczęłam dziergać w pociągu wąską chustę do noszenia jako otulacz- w internecie podobna funkcjonuje jak wzór TGV, moja to raczej TLK- ze względu na szybkość dziergania i środek lokomocji, w którym zaczęła powstawać :)
Źle rozliczyłam oczka i nie wiem, czy nie pójdzie do sprucia i ponownego dziergania... Na razie zostaje taka, jaka jest, po zamotaniu pod szyją błędów nie widać, a nosi się cudnie. No i te kolory... Poszły na nią dwa motki Noro Silk Garden Lite, czyli 250 metrów, użyłam drutów nr 4.
Muszę przyznać, że wełną byłam bardzo zaskoczona- jej skład to 45% jedwab, 45% moher, 10% wełna, oczekiwałam więc "miziaczka"- a ta włóczka jest bardzo zgrzebna, wręcz surowa w wyglądzie, sporo w niej dziwnych "dodatków"- jakieś resztki nitek, kokonów itp., nierówna grubość nitki. Ale jak już do tego się przywyknie i przestanie rozpaczać, to można się w niej zakochać :) Dzianina ma ciekawą strukturę, w dodatku jest bardzo miła , no i te kolory ... wynagradzają wszystko !
Szkoda, że włóczka jest tak obłędnie droga, bo marzy mi się z niej jakiś sweterek... Ale nawet w promocji 50%, na którą się załapałam, to na sweterek wydałabym majątek. Nic to, trzeba schudnąć do rozmiaru XS, a zaraz włóczki zrobią się bardziej dostępne cenowo ;-)
Zdjęcia mizerne, ale są :
Nadal dziergam chustę w MKal-u , ciekawa jestem, jaki będzie efekt końcowy, bo nawet w nędznym zewłoku zwisającym z drutów da się dopatrzeć ciekawego wzoru, mam nadzieję, zresztą bardzo lubię chusty Tetiany.
Dla rozrywki po machaniu pędzlem z zapasów koralikowych na turniejowe wyzwanie powstały dwie wiosenne "niezapominajkowe" bransoletki i naszyjnik, będą na prezenty :)
Ufff, z grubsza zaległości blogowe ogarnięte, pora wracać do sprzątania domowej stajni Augiasza...
Tym bardziej, że po weekendzie ledwo się ruszam i na inną aktywność szansa mała, dopóki nie wydobrzeję po sobotnio- niedzielnym amoku.
Ale tak to już bywa, jak od ponad roku po raz pierwszy ma się wolną chatę...
No i wiadro lateksowej, zakupione jesienią :)
Dwa dni machania pędzlami (dwa połamane w ferworze walki !) i przedpokojowa rewolucja prawie zakończona, jeszcze tylko zawoskuję drzwi i umyję podłogi.
Ledwo żyję, ale cieszę się, że wreszcie przestała mnie straszyć na wejściu brzoskwiniowo- terakotowa norka.
Ciekawa jestem, jak sprawdzi się w praktyce domowej roboty farba kredowa z akrylu , sody i barwnika- malowało się fajnie, zobaczymy, jak będzie się trzymać.
Niestety, reszta chałupy nadal czeka na odgruzowanie, za to na nowiutkim (jeszcze nieukończonym, ale to działka K.) tarasie cieszą oczy bratki, z piwnicy wytargałam i ustawiłam donice z oleandrami- wiosna na całego !
W pracy też intensywnie, jak to w marcu, więc na dzierganie czasu pozostaje niewiele.
Podczas wyjazdu na urodziny do koleżanki zaczęłam dziergać w pociągu wąską chustę do noszenia jako otulacz- w internecie podobna funkcjonuje jak wzór TGV, moja to raczej TLK- ze względu na szybkość dziergania i środek lokomocji, w którym zaczęła powstawać :)
Źle rozliczyłam oczka i nie wiem, czy nie pójdzie do sprucia i ponownego dziergania... Na razie zostaje taka, jaka jest, po zamotaniu pod szyją błędów nie widać, a nosi się cudnie. No i te kolory... Poszły na nią dwa motki Noro Silk Garden Lite, czyli 250 metrów, użyłam drutów nr 4.
Muszę przyznać, że wełną byłam bardzo zaskoczona- jej skład to 45% jedwab, 45% moher, 10% wełna, oczekiwałam więc "miziaczka"- a ta włóczka jest bardzo zgrzebna, wręcz surowa w wyglądzie, sporo w niej dziwnych "dodatków"- jakieś resztki nitek, kokonów itp., nierówna grubość nitki. Ale jak już do tego się przywyknie i przestanie rozpaczać, to można się w niej zakochać :) Dzianina ma ciekawą strukturę, w dodatku jest bardzo miła , no i te kolory ... wynagradzają wszystko !
Szkoda, że włóczka jest tak obłędnie droga, bo marzy mi się z niej jakiś sweterek... Ale nawet w promocji 50%, na którą się załapałam, to na sweterek wydałabym majątek. Nic to, trzeba schudnąć do rozmiaru XS, a zaraz włóczki zrobią się bardziej dostępne cenowo ;-)
Zdjęcia mizerne, ale są :
Nadal dziergam chustę w MKal-u , ciekawa jestem, jaki będzie efekt końcowy, bo nawet w nędznym zewłoku zwisającym z drutów da się dopatrzeć ciekawego wzoru, mam nadzieję, zresztą bardzo lubię chusty Tetiany.
Dla rozrywki po machaniu pędzlem z zapasów koralikowych na turniejowe wyzwanie powstały dwie wiosenne "niezapominajkowe" bransoletki i naszyjnik, będą na prezenty :)
Ufff, z grubsza zaległości blogowe ogarnięte, pora wracać do sprzątania domowej stajni Augiasza...
Etykiety:
biżuteria,
bransoletki,
chusty,
otulacz,
szale,
Turniej Dziewiarski 2015
piątek, 27 lutego 2015
Ot, skleroza-
zapomniałam się pochwalić wygraną w głosowaniu na dodatki wykonane w Turnieju wg inspiracji diorowymi kreacjami :)
Bardzo mnie zaskoczyła, a jeszcze bardziej ucieszyła !
A tutaj można zobaczyć wszystkie prace, które dziewczyny zrobiły na to wyzwanie.
Osobiście stawiałam na czerwoną torebkę z serduszkiem.
Moja torba nadal nie dorobiła się podszewki, ale do wakacji mam jeszcze trochę czasu...
Za to udało mi się wydziergać kolejną czapkę dla K. - ponieważ po skończeniu poprzedniej czapki i otulacza- bandany zostało jeszcze z pół motka wełny (cdne Malabrio Rios Playa), postanowiłam nie rozmnażać zapasów resztek i od razu coś jeszcze wydziergać. Padło na darmowy wzór Declan's Hat.
Nie miałam pojęcia, czy włóczki wystarczy, ale zaryzykowałam- i udało się ! Zrobiłam rozmiar L, na trochę mniejszych drutach (3,5)- żeby była cieplejsza. W połowie czapki miałam duże wątpliwości, czy włóczki wystarczy, więc w środkowym motywie zgubiłam jeden rządek- i , jak się okazało na koniec,- niepotrzebnie. Został mi maleńki kłębuszek :)
Rozmiar L jest na tyle duży, że spokojnie wejdzie na sporą męską głowę.
Bardzo jestem z niej zadowolona , wzór świetny i polecam każdemu.
A przed tą czapką zabrałam się jeszcze za turniejowe zadanie wydziergania dowolnej owieczki w związku z chińskim Rokiem Owcy, który niedawno się zaczął.
Ponieważ maskotki nie potrzebuję, pomyślałam, że wrzucę motyw owieczki do czegoś praktycznego - może jakąś kosmetyczkę na przydasie dziewiarskie wyprodukować ? Tak też i zrobiłam.
Znów sięgnęłam po zachomikowaną bawełnę, ale tym razem nie wzięłam szydełka, tylko druty (2,75 ) , narzuciłam 50 oczek i dziergałam, dokładając co i rusz jakiś inny kolor.
Przyznam szczerze, że kompletnie nie umiem- i nie lubię !- planować, rozliczać i projektować.
Wolę dzierganie "na żywioł"- raz ma to skutek lepszy, raz gorszy, ale tym razem zaskoczyło nawet mnie samą :)
Otóż w trakcie dziergania pomyślałam, że dla praktyczności saszetki wkładka materiałowa i zamek są niezbędne. Oczywiście zapasy szmatek wszelakich i zamków też mam, ale umiejętności krawieckie dość marne, a i chęci specjalnej do szycia nie mogłam się w sobie dopatrzeć... Wpadło mi do głowy, że może w ulubionym SH wypatrzę coś, co uda się wykorzystać jako wkładkę - i faktycznie, za całe 2 zł kupiłam saszetkę z gobelinowego materiału, z zamkiem i bocznymi wstawkami z mięciutkiej skórki. W domu przymierzyłam do wydzierganego pokrycia i tu okazało się, że szczęście sprzyja mi bardziej, niż przypuszczałam (szkoda, że takich trafień nie mam w Lotto...).
Oba elementy pasowały do siebie idealnie na szerokość- co do milimetrów :))) Pozostało tylko odświeżyć zakupioną saszetkę, dokończyć i wyprasować pokrycie i zszyć wszystko ręcznie "zusamenn do kupy".
Trochę to trwało, palce pokłute też zaliczyłam, mimo użycia naparstka (mimo miękkości skórki- to jednak 3 warstwy trzeba było zszyć), ale efekt satysfakcjonuje mnie w pełni !
Jestem tak zadowolona, że chwilowo saszetki nie używam, a ustawiłam na półce przy jadalni (kolorystycznie pasuje do jej ścian) i nie mogę się nacieszyć , że taką fajną udało mi się zrobić :)
Bardzo mnie zaskoczyła, a jeszcze bardziej ucieszyła !
A tutaj można zobaczyć wszystkie prace, które dziewczyny zrobiły na to wyzwanie.
Osobiście stawiałam na czerwoną torebkę z serduszkiem.
Moja torba nadal nie dorobiła się podszewki, ale do wakacji mam jeszcze trochę czasu...
Za to udało mi się wydziergać kolejną czapkę dla K. - ponieważ po skończeniu poprzedniej czapki i otulacza- bandany zostało jeszcze z pół motka wełny (cdne Malabrio Rios Playa), postanowiłam nie rozmnażać zapasów resztek i od razu coś jeszcze wydziergać. Padło na darmowy wzór Declan's Hat.
Nie miałam pojęcia, czy włóczki wystarczy, ale zaryzykowałam- i udało się ! Zrobiłam rozmiar L, na trochę mniejszych drutach (3,5)- żeby była cieplejsza. W połowie czapki miałam duże wątpliwości, czy włóczki wystarczy, więc w środkowym motywie zgubiłam jeden rządek- i , jak się okazało na koniec,- niepotrzebnie. Został mi maleńki kłębuszek :)
Rozmiar L jest na tyle duży, że spokojnie wejdzie na sporą męską głowę.
Bardzo jestem z niej zadowolona , wzór świetny i polecam każdemu.
A przed tą czapką zabrałam się jeszcze za turniejowe zadanie wydziergania dowolnej owieczki w związku z chińskim Rokiem Owcy, który niedawno się zaczął.
Ponieważ maskotki nie potrzebuję, pomyślałam, że wrzucę motyw owieczki do czegoś praktycznego - może jakąś kosmetyczkę na przydasie dziewiarskie wyprodukować ? Tak też i zrobiłam.
Znów sięgnęłam po zachomikowaną bawełnę, ale tym razem nie wzięłam szydełka, tylko druty (2,75 ) , narzuciłam 50 oczek i dziergałam, dokładając co i rusz jakiś inny kolor.
Przyznam szczerze, że kompletnie nie umiem- i nie lubię !- planować, rozliczać i projektować.
Wolę dzierganie "na żywioł"- raz ma to skutek lepszy, raz gorszy, ale tym razem zaskoczyło nawet mnie samą :)
Otóż w trakcie dziergania pomyślałam, że dla praktyczności saszetki wkładka materiałowa i zamek są niezbędne. Oczywiście zapasy szmatek wszelakich i zamków też mam, ale umiejętności krawieckie dość marne, a i chęci specjalnej do szycia nie mogłam się w sobie dopatrzeć... Wpadło mi do głowy, że może w ulubionym SH wypatrzę coś, co uda się wykorzystać jako wkładkę - i faktycznie, za całe 2 zł kupiłam saszetkę z gobelinowego materiału, z zamkiem i bocznymi wstawkami z mięciutkiej skórki. W domu przymierzyłam do wydzierganego pokrycia i tu okazało się, że szczęście sprzyja mi bardziej, niż przypuszczałam (szkoda, że takich trafień nie mam w Lotto...).
Oba elementy pasowały do siebie idealnie na szerokość- co do milimetrów :))) Pozostało tylko odświeżyć zakupioną saszetkę, dokończyć i wyprasować pokrycie i zszyć wszystko ręcznie "zusamenn do kupy".
Trochę to trwało, palce pokłute też zaliczyłam, mimo użycia naparstka (mimo miękkości skórki- to jednak 3 warstwy trzeba było zszyć), ale efekt satysfakcjonuje mnie w pełni !
Jestem tak zadowolona, że chwilowo saszetki nie używam, a ustawiłam na półce przy jadalni (kolorystycznie pasuje do jej ścian) i nie mogę się nacieszyć , że taką fajną udało mi się zrobić :)
środa, 25 lutego 2015
Nadrabianie zaległości...
Badzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem, ale- niestety- zdjęć z imprezki nie będzie- jakoś nikt z uczesników nie zapragnął sławy internetowej :) Było super !
Wrzucę tyko zdjęcie uplecionego naszyjnika- z powodu "bizantyjskości" materiału sukni, którą założyłam, naszyjnik był już prościutki i tylko dopasowałam go kolorystycznie- o dziwo, wszystkie kolory użytych koralików czekały na swój moment w pudełku :)
Z frontu turniejowego TD2015 :
powstała tym razem prostsza od poprzednich poszewka na poduchę , wydziergana ze starożytnej, bardzo miłej w dotyku i mającej dość oryginalną strukturę (wygląda jak spleciony z cieniutkich nitek sznurek) 100 % wełny. Nie miałam pojęcia, jak tę wełnę spożytkować, a okazuje się, że całkiem nieźle prezentuje się w takiej formie. Muszę tylko dokupić nowe wypełnienie, bo poducha trochę za plaskata jest :)
Druga poducha do kompletu jest w planach…
I jeszcze wzór – darmowy i prosty w wykonaniu cabled pillows. Jak zwykle zmieniłam sposób wykonania – zrobiłam poszewkę w 1 kawałku i zszyłam boki, z tyłu jest zapinana na guziki.
Dwa w jednym - mężne i zaplecione wyzwanie zrealizowane w postaci czapki z fantastycznej włóczki- malabrigo rios (niestety, nie z zapasów... ale musiałam pójść w koszta, bo mojego K., jak twierdzi, wszystkie inne włóczki gryzą !) Wzór płatny Johnathan, ale warto zainwestować- dobrze rozpisany i rozrysowany.
Jako komplet do czapki zrobiłam wreszcie od dawna czekający w kolejce otulacz- bandana cowl .
Nie dziwię się już, że to jeden z najpopularniejszych wzorów - nie dość, że darmowy, to jeszcze dzierga się świetnie i doskonale się nosi. Z pewnością do niego wrócę !
Obdarowany bardzo zadowolony i chyba nie kłamie- komplet już jest w stałym użytkowaniu :)
Na zdjęciu komplet wygląda ciut przyduży, bo musiałam umieścić go na Chudej- K. również obawia się sławy internetowej i pilnie chroni swój wizerunek :)
Na drutach jeszcze drobiazg z motywem owieczek- też na Turniej , Szalony Pled chwilowo leżakuje, robię też chustę - nie wiadomo jaką, bo zgłosiłam się na Mystery KAL u Tetiany - trzymajcie kciuki, żebym nie poległa i wstydu nie było , bo to pierwsza moja taka zabawa :)
Wrzucę tyko zdjęcie uplecionego naszyjnika- z powodu "bizantyjskości" materiału sukni, którą założyłam, naszyjnik był już prościutki i tylko dopasowałam go kolorystycznie- o dziwo, wszystkie kolory użytych koralików czekały na swój moment w pudełku :)
Z frontu turniejowego TD2015 :
powstała tym razem prostsza od poprzednich poszewka na poduchę , wydziergana ze starożytnej, bardzo miłej w dotyku i mającej dość oryginalną strukturę (wygląda jak spleciony z cieniutkich nitek sznurek) 100 % wełny. Nie miałam pojęcia, jak tę wełnę spożytkować, a okazuje się, że całkiem nieźle prezentuje się w takiej formie. Muszę tylko dokupić nowe wypełnienie, bo poducha trochę za plaskata jest :)
Druga poducha do kompletu jest w planach…
I jeszcze wzór – darmowy i prosty w wykonaniu cabled pillows. Jak zwykle zmieniłam sposób wykonania – zrobiłam poszewkę w 1 kawałku i zszyłam boki, z tyłu jest zapinana na guziki.
Dwa w jednym - mężne i zaplecione wyzwanie zrealizowane w postaci czapki z fantastycznej włóczki- malabrigo rios (niestety, nie z zapasów... ale musiałam pójść w koszta, bo mojego K., jak twierdzi, wszystkie inne włóczki gryzą !) Wzór płatny Johnathan, ale warto zainwestować- dobrze rozpisany i rozrysowany.
Jako komplet do czapki zrobiłam wreszcie od dawna czekający w kolejce otulacz- bandana cowl .
Nie dziwię się już, że to jeden z najpopularniejszych wzorów - nie dość, że darmowy, to jeszcze dzierga się świetnie i doskonale się nosi. Z pewnością do niego wrócę !
Obdarowany bardzo zadowolony i chyba nie kłamie- komplet już jest w stałym użytkowaniu :)
Na zdjęciu komplet wygląda ciut przyduży, bo musiałam umieścić go na Chudej- K. również obawia się sławy internetowej i pilnie chroni swój wizerunek :)
Na drutach jeszcze drobiazg z motywem owieczek- też na Turniej , Szalony Pled chwilowo leżakuje, robię też chustę - nie wiadomo jaką, bo zgłosiłam się na Mystery KAL u Tetiany - trzymajcie kciuki, żebym nie poległa i wstydu nie było , bo to pierwsza moja taka zabawa :)
piątek, 13 lutego 2015
Serduszkowo
Walentynkowe drobiazgi - w sam raz do dekoracji stołu na nastrojową kolację we dwoje .
Tyle że jutrzejszą kolację mamy zaplanowaną na 10 osób - idziemy do znajomych na Bal Przebierańców . Wrzucam więc szybko zdjęcie wydzierganych serduszek i wracam do dziergania naszyjnika z koralików, bo okazało się, że w mojej biżuterii nie ma nic, co nadawałoby się na szyję arabskiej księżniczki ...
Tyle że jutrzejszą kolację mamy zaplanowaną na 10 osób - idziemy do znajomych na Bal Przebierańców . Wrzucam więc szybko zdjęcie wydzierganych serduszek i wracam do dziergania naszyjnika z koralików, bo okazało się, że w mojej biżuterii nie ma nic, co nadawałoby się na szyję arabskiej księżniczki ...
środa, 11 lutego 2015
Serduszkowo, serwetkowo...
W czwartek podstępnie wpadła mi w oko gazetka (Sabrina Robótki nr 1/2015) z wzorami serwetek , no i nie mogłam się jej oprzeć... A skoro tuż potem zaczął się weekend, to prosty , niewielki - półmetrowy-bieżniczek już zamieszkał na jadalnianym kredensie :)
Zdjęć bieżniczka na kredensie nie będzie, bo w domu światła tyle, co w kurnej chacie :)
Z tej samej gazetki wzięłam też wzór na serwetkę , którą mogę wykorzystać do dekoracji na 14 lutego czy nawet bożonarodzeniowej .
Mam ochotę na jeszcze jedną serwetę w czerwieni, ale obawiam się, że nie do końca rozumiem wzór, i zanim go rozgryzę, zabieram się za czapkę dla K.
Zdjęć bieżniczka na kredensie nie będzie, bo w domu światła tyle, co w kurnej chacie :)
Z tej samej gazetki wzięłam też wzór na serwetkę , którą mogę wykorzystać do dekoracji na 14 lutego czy nawet bożonarodzeniowej .
Mam ochotę na jeszcze jedną serwetę w czerwieni, ale obawiam się, że nie do końca rozumiem wzór, i zanim go rozgryzę, zabieram się za czapkę dla K.
Subskrybuj:
Posty (Atom)