środa, 9 września 2015

Jesień mi nie straszna,

skończyłam drugi antydepresyjny kocyk :-)
Tym razem z elementów- babcinych kwadratów, rozmiar jednoosobowy , bo 120 x 180 cm, w sam raz, żeby się otulić. Kwadraty zszyłam, bo jakoś nie pasowało mi inne łączenie.
Niestety, mimo intensywnego korzystania z mniej lub bardziej archiwalnych zapasów włóczek, pudła wcale nie zrobiły się puste...
Złamałam się jednak i w nagrodę, że tyle w tym roku wydziergałam z zapasów, kupiłam parę moteczków i  na drutach mam troszkę cieplejszy szal.




A tutaj oba tegoroczne resztkowe pledy :


piątek, 28 sierpnia 2015

Chusta "Alpejskie łąki"-

bezpłatny wzór Alpine Meadows , pięknie wytłumaczony przez IK- Agę .
Tym razem szybciej udało mi się tę chustę wydziergać, niż zblokować i obfotografować :-)
Dziergałam nadal z zapasów, więc doczekał się zużytkowania ongiś zakupiony w niewiadomym celu motek Dropsa Lace, druty nr 3 na część gładką i 3,5 na ażur- nie miałam drewnianych 3,25, a nie chciałam ryzykować zjeżdżania oczek śliskiego lace z metalowych drutów.
Wybrałam mniejszą wersję chusty i jest ona w zupełności wystarczająca.




Kolor wg Dropsa to burgund, ale jeśli miałby się kojarzyć z winem, to raczej takim solidnie zwietrzałym ;-)
Jak najbardziej za to odpowiada kolorowi tegorocznych lubuskich łąk z wyschniętym na wiór dzikim szczawiem.

wtorek, 28 lipca 2015

Szal z reszty kłębka.

Szal razemrobiony w ramach Turnieju u Agi- IK. Wzór Something Borrowed Kathy Lang, druty nr 4, włóczka- resztka Malabrigo Lace z tej chusty .
W tym przypadku  mój szal zamiast "coś pożyczonego" powinnam nazwać „coś wymęczonego”…
Od samego początku nad robótką zawisło fatum i trzymało mnie konsekwentnie do końca- dwukrotne prucie początku (źle rozliczyłam oczka, chciałam poszerzyć szal o 1 motyw, a nie zwróciłam uwagi, że motyw borderu ma 12 oczek, a części głównej 18), spadanie i gubienie oczek, kitchener, który nijak nie chce ze mną współpracować, łańcuszek, który nie chciał się spruć i musiałam ciąć- ach, jaką ulgę sprawiło mi zamknięcie ostatniego oczka ! :)
Efekt również mnie nie zachwyca, bo z tego malabrigo lace nuppki wyszły chuderlawe, koraliki są mało widoczne, ale cieszę się, że dobrnęłam do końca szala , a i niekończący się motek (reszta pozostała po poprzedniej chuście) wreszcie zniknął.




Uff, jaką przyjemność sprawia mi teraz dzierganie kolejnej chusty- co prawda trochę to potrwa, bo na drutach 2,5 , ale muszę czymś ukoić nerwy.
Trochę niepokoi mnie mało elastyczny brzeg tej chusty, mam nadzieję, że po blokowaniu wszystko się ułoży tak, jak być powinno. Cieszy mnie, że do dziergania uda mi się wykorzystać cudną włóczkę, która na swoją kolej czekała z 5 lat :)

środa, 8 lipca 2015

Nadal kolorowo :)

Druga i ostatnia urlopowa robótka- mimo upału całkiem przyjemnie się ją dziergało. Niewielka chusta w kształcie półksiężyca, z grubszej estonki - kolejny motek z zapasów :)
Zużyłam pół, więc będzie jeszcze bliźniaczka w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Kolory ładnie się rozłożyły i ciekawiej wyglądają w gotowej chuście, niż w motku .



Jak to estonka- gryzie okrutnie, więc chusta ma bardziej walor dekoracyjny, niż grzewczy :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Ha, coraz mniej jest prawdziwych głuszy...

Nie dość, że za brukową drogą przez las już w ubiegłym roku pojawił się kilometr asfaltu, to jeszcze latoś internet dowieźli ... Jest więc możliwość pokazania skończonej właśnie letniej torby zakupowej- tym razem bawełnę przerobiłam na drutach nr 4, w środek jest wszyta zwykła marketowa płócienna torba i  dodatkowo zamek.
Torba miała być wakacyjna, pojemna i kolorowa - i taka, moim zdaniem, jest . Nawet łączenie kolorów, lekko "od czapy" (żeby pasowało do większości letnich sukienek) , wyszło chyba nie najgorzej ?
A skoro wreszcie ma zrobić się ciepło , to może którąś uda się założyć i zadać szyku na czaplineckim ryneczku
  :)



czwartek, 18 czerwca 2015

Między krótkim majowym a dłuższym

czerwcowym urlopem mam taki kołowrót i kociokwik, że blog całkiem mchem i kurzem porasta...
Nawet z dzierganiem szału nie ma, latem przestawiam się na tryb czytania :-)
Ale ponieważ każda książka ma swój koniec, w chwilach przerw udało mi się zrobić szal dla siostry. Jak już pisałam- włóczka archiwalna, ma pewnie z trzydzieści lat, lekko licząc- przy ostatniej wizycie u Mamy dostałam ją w formie wygrzebanego z piwnicy, rozpoczętego z zamierzchłych czasach sweterka . Wielkim  entuzjazmem do znaleziska nie zapałałam, bo akryl, i to pruty... ale siostrze bardzo spodobał się kolor i napomknęła, że mogłabym coś dla niej wydziergać. Korzystając więc z tygodniowego majowego urlopu nad morzem machnęłam jej szal, wzór znaleziony w sieci trellis framed leaf pattern - świetnie się robi . Może aż za świetnie, bo trochę się z tym szalem rozpędziłam, nie chciałam zostawiać motków na następne 30 lat leżakowania :) Ledwo zmieściłam się z blokowaniem szala na potrójnej tarasowej sofie.



Po powrocie znad morza wpadłam w pracowy kołowrót, więc czasu wystarczyło jedynie na niewielką robótkę- z pudła z zapasami tym razem wyjechały kolejne motki skarpetkowej w ciemnej czerwieni (tej samej, z której zrobiłam Malukę).
Do niej- co za traf ! ;-) udało się dobrać koraliki z dziwnie pełnej szuflady z drobiazgami i przy pomocy drutów nr 4 oraz szydełka 0,75 z 400 m wełny i 680 koralików powstał  bardzo przyjemny zamotek Jeweled Cowl Sachiko Uemura .
Tym razem nie na prezent, bo bardzo przypadł mi do gustu, więc mój ci on :)




A na drutach aktualnie  torba z bawełny, bo pasiasta Prawie-Od-Diora poszła na służbę do siostry , a jakaś letnia torba też by mi się  przydała. Fotki będą po urlopie, bo w sobotę śmigamy tradycyjnie na Pojezierze Drawskie, a w naszej ulubionej głuszy dostęp do internetu jest taki, że na żadną stronę jeszcze nie udało mi się wejść :)
To do miłego- za ponad dwa tygodnie, hip hip hurra !

czwartek, 21 maja 2015

Marnie z wolnym czasem,

więc marnie i z robótkami - praca, ogród, meblowa rewolucja w sypialni - i 2/3 maja zniknęły...
Całe szczęście, że zaraz na początku miesiąca udało mi się wydziergać wg wskazówek  IK- Agnieszki dawno już planowaną Malukę Bei Schmidt .
Wełna z zapasów, grubości mniej więcej skarpetkowej .
Wyszła niewielka szaliko- chusta do omotania szyi w chłodny dzień, bardzo fajna robótka i z pewnością do powtórzenia dla mnie, bo ta będzie jak znalazł na Dzień Matki :)

Na drutach aktualnie ażurowy szal dla siostry z paskudnej prutej włóczki ze starożytnych zapasów z maminej piwnicy- na usprawiedliwienie mam tylko to, że siostra sama sobie go zażyczyła i właśnie z tej włóczki. Dobrze, że choć kolor fajny, ale mam duże wątpliwości, czy szal uda się zblokować.
Na szydełku z doskoku dalej walczę z zapasami- dziubię babcine kwadraty, będzie kolejny pled.
Jeszcze tylko wybrać jakiś wzór serwety i kordonek z pudła z bawełną, spakować cały ten majdan w torbę, dorzucić książki (biblioteka zaliczona dziś rano), rowery i można ruszać na caluśki tydzień wakacjowania.
No dobra, jeszcze trzeba zaliczyć piątek w pracy, ale to już z górki.
A na deser- majowe ogródkowe pięknoty.